Violetta Villas

O polskich wokalistkach, wokalistach i zespołach. Muzyka polska. Zapraszamy do dyskusji!
MacLean
Impossible
Impossible
Posty: 1809
Rejestracja: 25 kwie 2009, 0:21
Lokalizacja: Warszawa

Re: Violetta Villas

Postautor: MacLean » 21 cze 2016, 3:25

Zajmij się rozwiązywaniem swoich, a zabraknie czasu na zazdrość :)
Mnie się podobały wypowiedzi m.in. Hirka Wrony i p. Santor. Ale oni byli tam fachowcami, a nie malkontentem do wynajęcia. :)

ray
Moderator
Moderator
Posty: 2993
Rejestracja: 01 sty 2015, 23:58
Ulubiony album: Dotyk
Ulubiona piosenka: Litania
Lokalizacja: Łódź

Re: Violetta Villas

Postautor: ray » 21 cze 2016, 20:18

MacLean pisze:choć z dwojga złego (xd) to Jusia przedstawiła lepszą interpretację - dawno temu w programie Józefowicza.

Jusia i teraz śpiewa Oczy czarne - na każdym z koncertów z orkiestrą cygańską.

MacLean pisze:Mnie się podobały wypowiedzi m.in. Hirka Wrony i p. Santor. Ale oni byli tam fachowcami, a nie malkontentem do wynajęcia. :)

Brednia nad bredniami. Okazuje się, że w mniemaniu niektórych nie można mówić o tym, że włosy VV budziły wielkie emocje, albo że tekst piosenki Dla Ciebie miły jest infantylny - bo wtedy wyjdzie na to, że nie jest się fachowcem i w dodatku jest się malkontentem. :lol3:

Awatar użytkownika
niuto
Lunatique
Lunatique
Posty: 2653
Rejestracja: 20 maja 2007, 13:36
Ulubiony album: Edyta Górniak
Ulubiona piosenka: Nie proszę o wicej
Lokalizacja: Grudziądz

Re: Violetta Villas

Postautor: niuto » 21 cze 2016, 21:10

Mnie się podobały wypowiedzi m.in. Hirka Wrony i p. Santor. Ale oni byli tam fachowcami, a nie malkontentem do wynajęcia.


No tak, jak ktoś powie coś nie po naszej myśli, to jest od razu malkontentem :) Przecież nikt tam Violetty nie obraził. Rozumiem, że twoim zdaniem włosy Violetty nie wzbudzały żadnych emocji, a tekst "Dla Ciebie miły" reprezentuje poziom "Nie opuszczaj mnie"?? A poza tym czy naprawdę trzeba być fachowcem, żeby odczuwać muzykę i wypowiadać się na jej temat? Idąc takim tokiem rozumowania, twoje wypowiedzi na temat Violetty i muzyki też nie sa raczej wiążące :)

MacLean
Impossible
Impossible
Posty: 1809
Rejestracja: 25 kwie 2009, 0:21
Lokalizacja: Warszawa

Re: Violetta Villas

Postautor: MacLean » 21 cze 2016, 22:47

Te jej włosy wzbudzały najwięcej emocji. Może nawet jeszcze więcej niż sama VV

Wizerunek i maniera śpiewacza Violetty Villas były nie do zniesienia


Takich ekspertów bronicie :)
Czy ja napisałem, że VV obrażono? :roll: Nie wydaje mi się. Mam się jednak prawo zirytować, gdy dziennikarz muzyczny, zarzucając infantylność słowem nie wspomni o tym, że taka wówczas panowała moda. A co do wyglądu, to projektanci Diora umieli zrobić z niej boginię i odnaleźć złoty środek pomiędzy oryginalnością, a poczuciem estetyki. Tylko rodacy robili z niej choinkę albo pyzę w peruce.

Irena Santor o czasach festiwalowego debiutu Dla ciebie miły
Miałam moment załamania przed laty, kiedy zapanował big-beat i kiedy lasnujący piosenki uznali, że wszystko inne musi ulec, łagodnie mówiąc, zagładzie

W tamtych czasach K. Sobczyk zbierała nagrody za O mnie się nie martw, więc trudno się dziwić dziewczynie pochodzącej z ubogiej rodziny, że nie wybrzydzała i uległa stylistyce. Piosenek-żartów z tamtego okresu znamy mnóstwo. Zresztą, autorowi Dla ciebie miły udało się przemycić historię o zemście porzuconej dziewczyny, pomimo beztroskiej atmosfery piosenki.

Piter
VIF czyli Very Important Fan
VIF czyli Very Important Fan
Posty: 6641
Rejestracja: 08 gru 2004, 15:15
Ulubiony album: Nie wstydźmy si
Ulubiona piosenka: sikania na siedząco
Lokalizacja: Łódź

Re: Violetta Villas

Postautor: Piter » 22 cze 2016, 19:20

Nie odmawiając VV talentu, uważam, że często jej słoma z butów wystawala. Typowy przykład wiesniary, która coś osiągnęła. Uderzenie sodowki i zero pokory.
Muzycznie nie moja estetyka, dość przasna. Wolałem zawsze Santorke.

ray
Moderator
Moderator
Posty: 2993
Rejestracja: 01 sty 2015, 23:58
Ulubiony album: Dotyk
Ulubiona piosenka: Litania
Lokalizacja: Łódź

Re: Violetta Villas

Postautor: ray » 22 cze 2016, 23:49

MacLean, Ty przesadzasz i to bardzo. Tekstowo u Villas bywało bardzo słabo (przykłady przytoczyłem wcześniej). Czy to kwestia mody, to już jest dyskusyjne - przecież Ewa Demarczyk też debiutowała na początku lat 60., a jednak jej ówczesna twórczość była na wyższym poziomie. "Trudno się dziwić dziewczynie pochodzącej z ubogiej rodziny, że nie wybrzydzała i uległa stylistyce" - no tak, ale czy to nie jest usprawiedliwianie VV za wszelką cenę? Program był akurat o tej konkretnej piosence, a skoro jej tekst jest infantylny, to ta kwestia musiała zostać poruszona. I to, że ktoś powiedział, że "wizerunek i maniera śpiewacza Violetty Villas były nie do zniesienia" też nie jest powodem do irytacji - widocznie taki był gust tego pana. Gdyby Ciebie zaproszono do programu o piosence Jesteś bohaterem, być może powiedziałbyś o Szpaku dokładnie to samo, a potem tabuny jego fanek rozpisywałyby się: "Skandal! On nie ma żadnego pojęcia o tym, co mówi! Największych artystów zawsze się niszczy!". Oczywiście nie twierdzę, że Szpak ma aż tak wielki talent jak Villas.

MacLean pisze:Tylko rodacy robili z niej choinkę albo pyzę w peruce.

Ale po powrocie ze Stanów Villas sama, z własnej woli, występowała zawsze mocno umalowana i z burzą doczepionych włosów. "Bo jestem już taka i taka już jestem i nigdy się wam nie zmienię".

Awatar użytkownika
Kamui Shiro
No more drama
No more drama
Posty: 3304
Rejestracja: 27 gru 2004, 12:17
Ulubiony album: Perła
Ulubiona piosenka: Niebo to my

Re: Violetta Villas

Postautor: Kamui Shiro » 23 cze 2016, 11:15

Takich widocznie gwiazd było trzeba i piosenek - i potrzeba nadal, skoro niemal 10 lat po śmierci i 55 lat po premierze wciąż o nich głośno.

MacLean
Impossible
Impossible
Posty: 1809
Rejestracja: 25 kwie 2009, 0:21
Lokalizacja: Warszawa

Re: Violetta Villas

Postautor: MacLean » 02 lip 2016, 18:35

Pomiędzy Demarczyk, a Villas jest taka różnica, że ta pierwsza odnajdywała się w konkretnej stylistyce i strach pomyśleć, jak wypadłaby w repertuarze wówczas dominującym. Violetta była pod tym względem artystką bardziej uniwersalną.
Co do Szpaka, to nie podzielam argumentu. Violetta zdobywała uznanie ekspertów i tłumu, a Szpak już tylko tłumu. Spójrzmy choćby na jego rezultat eurowizyjny. Jest raczej wtórny, niesamodzielny stylistycznie. Poza tym nie umywa się technicznie do wielkich wokalistów, a VV była również pod tym względem fenomenem.
Oczywiście w pewnym momencie VV została swoją własną karykaturą, ale koncepcja przebrania jej za królową z burzą loków jest o wiele ciekawsza od próby dostosowania jej do powszechnie przyjętych norm ubioru.
Kamui - pięknie to ująłeś. :)

Awatar użytkownika
ediva
Linger
Linger
Posty: 897
Rejestracja: 17 mar 2014, 18:55
Ulubiony album: Nie Wiem Kiedy
Ulubiona piosenka: Nie Wiem Jak
Lokalizacja: Majami Bicz

Re: Violetta Villas

Postautor: ediva » 07 lip 2016, 13:29

Polecam książkę o Violetce pt. "Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia". Ta kobieta to był fenomen, genialny wybryk natury, dziwo nad d(z)iwami. Za swój nieprzeciętny talent i wrażliwość zapłaciła szaleństwem i przedwczesną śmiercią. Edyta czy Szpak to przy niej nudne, do bólu normalne postaci. Taką miała niesłychaną osobowość.

Awatar użytkownika
Marecki
Admin techniczny
Admin techniczny
Posty: 2787
Rejestracja: 05 paź 2007, 13:37
Ulubiony album: EG
Ulubiona piosenka: WYCBTM
Lokalizacja: podlaskie;)

Re: Violetta Villas

Postautor: Marecki » 24 lip 2016, 17:57

Film w drodze. ;)
W 2008 Konrad Akinowicz mówił o planach nakręcenia filmu z Liszowską w głównej roli, ale z jakiegoś powodu projekt nie doszedł do skutku. Może się nie dogalali z Villas.
Teraz są już konkrety o innym filmie. Ma go wyreżyserować Karolina Bielawska, ale będzie to film o życiu VV z perspektywy jej osobowości. Zapowiada się ciekawie. Na razie nie jest znana obsada, ale wg pudelków Violettę ma zagrać Anna Ilczuk, choć mam nadzieję że to tylko plotki - widziałbym tu bardziej właśnie Liszowską. Ewa Kasprzyk też by się sprawdziła - w końcu fajnie zagrała w Kallas (o przyjaźni Jędrusik i Villas, które tak naprawdę się nie znały), ale wiekowo odchodziłaby od założeń filmu.

Więcej o nowym filmie na http://www.tvn24.pl/kultura-styl,8/karo ... 61612.html i przy okazji wywiad video z VV ;)

Awatar użytkownika
fookmetoo
If I give myself (up) to you
If I give myself (up) to you
Posty: 309
Rejestracja: 03 paź 2017, 14:28
Ulubiony album: Dotyk
Ulubiona piosenka: Magiczne ognie
Lokalizacja: Elbląg

Re: Violetta Villas

Postautor: fookmetoo » 15 paź 2017, 23:31

UP UP UP

Kilka słów o Villas, bo to moja idolka.

Książka "Nic przecież nie ma do ukrycia" nie jest w pełni rzetelna.

Od kilku lat trwały prace na scenariuszem do filmu biograficznego. W tym roku dopięto budżet, odbyły się zdjęcia próbne, wszystko idzie w dobrym kierunku mimo trudności ze strony syna Villas. Chciał mieć wpływ na scenariusz i resztę bo wcześniej jak TVP przedstawiło mu scenariusz pierwszego odcinka serialu to zabronił im dalszej pracy jeśli nie będzie mógł skorygować głupot które tam wypisali.

Trochę o nieróbstwie Villas. Wielu określa ją trochę jako zawsze zabieganą. Potrafiła nagrywać piosenkę i wyjśc ze studia w czasie gdy orkiestra grała część instrumentalną w środku. Chaos. Mimo to w latach 1961-1967 nagrała ponad 100 piosenek dla Polskiego Radio i ok. 70 dla Polskich Nagrań. W 1966 roku kiedy zmuszono prezesa Pagartu by Villas pojechała do Francji, zgodzono się. Dostała angaż w Vegas, tym samym odrzuciła bycie solistką Olimpii.

W Vegas harowała jak wół, miała 3 miesiące na nauczenie się wszystkiego, komunikowała się po niemiecku i rosyjsku. Angielski rozumiała, ale nie umiała złożyć zdania, długo to trwało. Śpiewała 7 dni w tygodniu, po 2 występy jednego wieczoru, każdy to 6 piosenek, średnio 25 minut łącznie. Miewała próby w nocy i w dzień, non stop lekcje fonetyczne, języki, taniec, przymiarki... za jedyne (w najlepszym momencie) 1200 dolarów tygodniowo. Jej zastępca, Rouvvan tygodniowo zarabiał 25,000 $, a był tak samo anonimowy jak VV. Nie wiadomo ile Pagart jej kasy zabierał bez jej wiedzy.

W Vegas rzeczywiście stała się gwiazdą tego kasyna. Nazwano ulicę na jej cześć. Właściciel kasyna był w niej zakochany. Ale ona wstydziła się, bo był dwa razy starszy. Sprowadzał jej fioletowe róże samolotem, suknie od projektantów, biżuterię, jaguary. Co do "dziaguarów", było tak że jednego dnia rozbiła auto doszczętnie, tego samego wieczoru dała show, a następnego dnia zabiegający o jej względy kupił jej nowego.

Z Vegas musiała uciec według relacji z jej prywatnych pamiętników. To pozostawię dla filmu, bo nie wiem jakiej wersji zamierzają użyć.

W Vegas poznała agentów z Hollywood. Miała zdjęcia próbne. Były porażką. Ale mimo to załatwili jej małe role trzecioplanowe w trzech filmach. Również w Hollywood miała przez cały swób pobyt do uzytku prywatne studio nagraniowe gdzie sporo nagrywała.

W przerwie od Vegas była w Czikago gdzie nagrała 27 piosenek w tydzień, miały być 3 płyty z tego. Wydano jedną. Repertuar dość standardowy dla niej, głównie szlagiery.

Gdy wróciła do Polski pod koniec 1969 roku nagrała całkiem sporo piosenek to do filmu muzycznego, to dla radio. Większość rozkradziono. Później z jakiegoś powodu nie nagrywała, nie grano jej w radio.

Według relacji syna zlecono jej "sprzątnięcie" bo była niewygodna (napisał sztukę teatralną o ich wspólnie spędzonym czasie po powrocie z Vegas). Resztę znamy.

Villas już w 1962 roku w wywiadzie prasowym mówiła rzeczy typu "Ja wiem które piosenkarki nie powinny śpiewać bo nie mają czym."

Mimo wszystko uważam że nie było i nie ma tak charyzmatycznej osobowości w Polskim show biznesie. Wystarczy posłuchać jej wywiadu z 1968 roku: https://www.youtube.com/watch?v=Y8gS058lrYE

A to jakiś czas temu odkryte nagranie z Hollywood, demo, ale... https://www.youtube.com/watch?v=st3ap0bkviE


P.S. Co do wiejskości Villas, zawsze powtarzała że kocha wieś, kochała kluski, domową kiełbasę i chleb. Wydaje mi się że i wtedy ją krytykowano za to że nie jest z wielkiego miasta, bo była bezpośrednia i dość swojska w swym obyciu.

EDIT:

Przeczytałem trochę starszych postów i dodam że Villas skończyła tylko 2 lata średniej szkoły muzycznej, po czym ją wyrzucono bo za dużo nieobecności miała - w tym czasie śpiewała w knajpach by mieć na utrzymanie się. Później uczyła się śpiewu prywatnie u prof. Giseli Posh, ale chyba nie za długo. Nie dbała specjalnie o głos. Dopiero w Vegas ją przyciśnięto i dzień w dzień ćwiczyła z nauczycielem śpiewu - wtedy też jej głos zrobił się cięższy i zarazem lżejszy w górnych partiach - stała się pełnym sopranem spinto. Dlatego była w stanie zaśpiewać te wszystkie arie i pieśni. Przed Vegas nie miała takiej sprawności wokalnej, jej staccato było chromatyczne i mgliste. Z tego co wiem to później już sporadycznie się rozśpiewywała w Polsce, co słychać nawet w wielu nagraniach studyjnych z końca lat 70tych. Jej pełna skala przekraczała 4 oktawy, choć to nic wielkiego. W wieku 69 lat gwiazkiem wycisnęła E7 mimo iż głos jej się obniżył i pełnym głosem śpiewała w obrębie skali G2-B4.

Co do tekstów piosenek, wiele z nich było bardzo prostych, dość typowych jak na temten czas. W sumie chyba nagrywała czasami co jej dali ("Do twarzy mi w fartuszku", "Kocham Jurka", "Koguty i gołąbki"). Choć są w jej dorobku perełki jak "Amoroso", "Hiroshima Mon Amour", "Piosenka z przyszłości" czy też prostrze, ale śliczne "Nic nikomu nie mów", "Zostanę z Tobą", "Port bez mew" i "Wiedz o mnie wszystko".

Awatar użytkownika
Flux
Że kim ja jestem?
Że kim ja jestem?
Posty: 5323
Rejestracja: 26 kwie 2009, 11:03
Lokalizacja: Polska

Re: Violetta Villas

Postautor: Flux » 13 lis 2017, 0:52

Przeglądam ostatnio różne archiwalia związane z Violettą na youtube i jestem zaskoczony, że można znaleźć nawet nagranie z jej wesela w Chicago w 1988 r.:

V. Villas i T. Kowalczyk wesele w Chicago 1988 r. Część 1.
https://www.youtube.com/watch?v=DSiNeoKBqTs
V. Villas i T. Kowalczyk wesele w Chicago 1988 r. Część 2.
https://www.youtube.com/watch?v=1sgmWYj08SE
V. Villas i T. Kowalczyk wesele w Chicago 1988 r. Część 3.
https://www.youtube.com/watch?v=Z7PfC_83pBg
V. Villas i T. Kowalczyk wesele w Chicago 1988 r. Część 4.
https://www.youtube.com/watch?v=6Jk4u6f73uQ
V. Villas i T. Kowalczyk wesele w Chicago 1988 r. Część 5.
https://www.youtube.com/watch?v=CIk8nrloJ1Q
V. Villas i T. Kowalczyk wesele w Chicago 1988 r. Część 6 - ostatnia.
https://www.youtube.com/watch?v=ZBWNRRUPGac

Z ciekawostek - Majka Jeżowska śpiewała nowożeńcom Życzenia z całego serca Skaldów ;)

Violetta Villas - Powrócisz tu
https://www.youtube.com/watch?v=nZQ6CruEHi4

Nie wiedziałem, że też to śpiewała...

Violetta Villas - Piosenka z przyszłości (1962)
https://www.youtube.com/watch?v=d4ygbhd2W94

Żal tak utalentowanej kobiety.

ray
Moderator
Moderator
Posty: 2993
Rejestracja: 01 sty 2015, 23:58
Ulubiony album: Dotyk
Ulubiona piosenka: Litania
Lokalizacja: Łódź

Re: Violetta Villas

Postautor: ray » 23 wrz 2018, 16:44

Niedługo minie już 7 lat od śmierci VV, a cały czas nieuporządkowana jest sprawa jej dyskografii. Uważam, że już dawno powinien ukazać się kolekcjonerski box z jej wszystkimi nagraniami i wszystkie albumy powinny być dostępne w streamingach. :roll:
I przez ten czas nie zorganizowano nawet jednego koncertu telewizyjnego poświęconego jej pamięci. :shock:

Pamiętam, że kilka lat temu syn Villas powiedział, że wyda książkę, w której zdradzi trochę nieznanych wcześniej faktów z życia jego matki. I ujawnił, że VV nie miała dwóch, ale trzech mężów - drugie małżeństwo było trzymane w tajemnicy.

Awatar użytkownika
KrzysiekF
VIF czyli Very Important Fan
VIF czyli Very Important Fan
Posty: 7230
Rejestracja: 10 gru 2004, 16:21
Ulubiony album: DOTYK
Ulubiona piosenka: Szyby
Lokalizacja: Tybet

Re: Violetta Villas

Postautor: KrzysiekF » 23 wrz 2018, 16:50

Niestety, to wszystko co dzieje się po śmierci V to jest jakaś kpina. Owszem miała opinie jaką miała, nie wnikam czy słusznie. Ale jednak Artyści z założenia to ciekawe dusze, nie rzadko pełne sprzeczności i ekstrawagancji.

Zapomniana Artystka, nawet patrząc na ZŁOTĄ KOLEKCJĘ , wydawca robi promocję na Wodeckiego, Republikę, Niemena, pozycjonują na dobrych miejscach w sklepach, na empik.com natomiast VV nawet ciężko w sklepie znaleźć. Skoro mogą sprzedawać Wodeckiego za 19,99 to mogą i Villas przy kasach. Widocznie nikomu na tym nie zależy...

Piosenki VV są pomijane na festiwalach, koncertach. Strasznie smutna historia. Wygląda to tak jakby wszyscy chcieli o Niej zapomnieć po przyjęła się wersja, że była mocno pier.... a o takich się nie pamięta.

Co to jest za Cd, z tak okropną okładką, jeden wielki bałagan. Tak sobie ktoś wydał? Dramat.

Nagrania z USA

https://www.empik.com/nagrania-z-usa-vi ... 4,muzyka-p

Awatar użytkownika
Flux
Że kim ja jestem?
Że kim ja jestem?
Posty: 5323
Rejestracja: 26 kwie 2009, 11:03
Lokalizacja: Polska

Re: Violetta Villas

Postautor: Flux » 23 wrz 2018, 18:59

Wszedłem w posiadanie książki Gwiazdy w oczach czyli Hollywood po polsku Marka Różyckiego. Publikacja z 1991 roku zawiera m.in. rozmowę z Violettą, którą pozwolę sobie przytoczyć w całości. Może kogoś zainteresuje, zwłaszcza że kwestia poruszona wyżej przez chłopaków również jest wspomniana:

- Wydaje mi się, że rozszyfrowałem Panią... Bliźniak drugiej dekady lubi wszystko, co modne, eleganckie, aktywne, żywe, dynamiczne, efektowne, błyskotliwe...
- ...już muszę zaprotestować! Nigdy nie goniłam za modą. To wymysły tych, którym wydaje się, że można ukryć za strojami pustkę wewnętrzną. Szokują, żeby zwrócić na siebie uwagę. Sposobem ubierania się - ulegającym ciągłym zmianom - starają się udowodnić, przede wszystkim sobie, że nadążają, że są tacy nowocześni, wspaniali i akuratni... A przecież styl to człowiek. Modę dostosowuję do siebie. Wybieram to, co ja uznaję za modne, co do mnie pasuje i w czym jest mi dobrze. Nie uznaję dyktatury - także w modzie...

- A zatem dalej weryfikujemy wyroki astrologów: Bliźniak nie podporządkowuje się - jest niezależny, ambitny, pielęgnuje cechy indywidualne. Posiada szczególne zdolności artystyczne - najlepiej ma wykształcony zmysł słuchu. Jest dobroduszny, delikatny, szczery, lojalny, posiada wdzięk, często wybitną urodę i zawsze gorące serce. Z usposobienia raczej opanowany i rozsądny - potrafi jednak wpaść w złość nie biorąc pod uwagę konsekwencji. Z tego względu spotyka go wiele przykrości i kłopotów... Zgadza się Pani z tym wizerunkiem?
- Czasem lubię się podporządkować - oczywiście, jeśli uznam, że jest to dobre, mądre i przemyślane. Fakt - serce mam gorące, ale kłócić się nie lubię. Człowiek mądry, doświadczony przez życie - ustępuje głupiemu. Nie traci sił na walkę z problemem, tylko stara się ponad niego wyrosnąć. Spojrzeć z innej perspektywy. Moją życiową dewizą jest autentyzm. Mam odwagę być sobą i tylko ja wiem, jak wielką cenę płacę za tę postawę...

- ???
- Zło tkwi właśnie w tym, że zbyt często pragniemy się za wszelką cenę przypodobać, podobać, naśladować, dostosować, dopasować. Rzadko kogo stać w dzisiejszych czasach na luksus refleksji - poznania, zgłębienia siebie samego. Jak może ktoś, kto nie rozumie samego siebie, dogadać się z bliźnimi, współżyć z otoczeniem? Jak może być prawdziwie?!

- !!!
- Wracając jednak do mojej charakterystyki astrologicznej - czasem wpadam w złość, gdy mam do czynienia z agresją, wrogością, złą wolą i negatywnym nastawieniem wobec mnie. Reaguję spontanicznie, ale oczywiście w granicach dobrego wychowania... Bywają także nieporozumienia i kłopoty, których nie da się w życiu uniknąć.

- Mówią, że jeśli kobieta ma zamiar rzeczywiście żałować za swoje grzechy - musi się przede wszystkim postarać o złą krawcową... Inaczej nikt jej nie uwierzy.
- Dobry dowcip, ale - jak już wspomniałam - dzisiaj nie przywiązuję wagi do ubioru. Musze panu powiedzieć, że w ogóle sprawy tego świata, które zaprzątają niejedną głowę, są mi obojętne. Oczywiście, cieszy mnie, że moja sytuacja się zmieniła i po latach milczenia znów mogę śpiewać. Ale powrót ten musiałam okupić cierpieniem.

- Czy mogę prosić Panią o trochę niedyskrecji z życia prywatnego? Przecież jest Pani z krwi i kości kobietą...
- Wszyscy żerują na sensacjach, a kiedy okazuje się, że ich nie ma - zawiedzeni pytają: "Co pani robi, że ma pani takie bujne włosy?..." Odpowiadam: smaruję naftą... Tak, tak, piję tez kozie mleko... Przez wiele lat prowadziłam pustelnicze życie - cenię samotność i niezależność. Znalazła swoją własną receptę na pogodę ducha, radość życia, młodość. Dopracowałam się własnej życiowej filozofii. Cóż mogę powiedzieć więcej? Jestem życzliwa ludziom, chętnie pomagam im - nawet obcym. Wiem, że często wykorzystują moją łatwowierność... Kocham zwierzęta, naturę. Lubię też jeździć na motorze - takim małym... To ten, którym przyjechałam na nasze spotkanie...

- Istnieje teoria, że aby uniknąć cierpień - należy stać się obserwatorem swojego życia. Czy tak poznała Pani i odnalazła siebie?

- Rozczarowania, zawody, upokorzenia, zwątpienia, zdziwienia, mają w dużej mierze swój rodowód w fakcie nieposiadania przez nas wiedzy o nas samych. nawet jeśli już uciekamy - to nie przed sobą, a przed niewiedzą o nas samych. Dlatego też dzisiaj interesuje mnie kontemplacja, rozmyślania w samotności. Tak, najpłodniejsza okazuje się samotność, w której każdy może odnaleźć swoją twarz prawdy. Jakże innego wymiaru nabierają w takim oświetleniu nasze - i każdego z osobna - problemy dnia codziennego. Tak więc inny rodzaj spraw jest dzisiaj dla mnie ważny.

- Zatem mylił się ten, kto sądził, że mężczyzn można analizować, kobiety zaś tylko podziwiać...
- Wszystko się odmieniło, bo obecnie żyję duchem a nie ciałem, zmysłami, karierą. Owszem, ocieram się o nią, ale nie jest dla mnie ważna, nie jest celem samym w sobie. Bardzo trudną walkę stoczyłam ze sobą samą, by pokonać wszelkie zło: zmysły, namiętności, skłonności i wady. Pragnęłam, żeby mój duch rządził mną, a nie ciało i zmysły - źródła wszelkiego zła i zdrożnych pokus.

- Rozumiem: nieokiełznane zmysły i słabe ciało...

- Nie akceptuję tego, co się dzisiaj dzieje na świecie. Świat jest chory. Ileż zawiści, bezinteresownej złości, nieposkromionych oczekiwań. Ludzie chcą BYĆ tylko poprzez MIEĆ i to za wszelką cenę. Dlatego między innymi na wiele lat wybrałam samotność. Był to świadomy wybór. Tak było lepiej i mądrzej; przy tym wiele dobrego mogłam uczynić dla innych. Zdecydowałam się złożyć ofiarę z siebie i jestem szczęśliwa. Jawi mi się inny - tak piękny i fascynujący - świat, że gdyby ludzie zechcieli go poznać (choć to trudna sztuka), nie pragnęliby niczego innego. Znaleźliby ukojenie, ład serca, a swemu życiu nadaliby sens.

- Czy dzisiaj - z perspektywy czasu - inaczej pokierowałaby Pani swoim życiem, karierą?
- Nie sądzę, żeby człowiek miał aż taką władzę, by mógł tak do końca pokierować swoim losem. Życie można przyrównać do teorii prób i błędów. Ważne, by w czas wyciągnąć wnioski i nieustanie uczyć się życia. Patrząc wstecz - nie widzę niczego takiego, czego musiałabym się wstydzić. Zawsze byłam osobą skromną. uciekałam od towarzystwa, nigdy nie bawiło mnie " światowe życie". Po koncertach wracałam do domu, gdzie zawsze było wiele zwierząt, którymi uwielbiałam się opiekować. Gdybym nie była śpiewaczką - chciałabym zostać pielęgniarką, opiekunką najciężej chorych i poszkodowanych przez los, ułomnych ludzi. Tak bardzo chciałabym im pomóc, pocieszyć, zaopiekować się, ukoić, zaśpiewać... Na pewno inaczej rozłożyłabym akcenty w swoim życiu. Nie marnowałabym cennego czasu na niepotrzebne, puste rozmowy, zbędne spotkania, życie między płytkimi, bezwartościowymi, a jednocześnie mocno zadufanymi w sobie ludźmi. No cóż, żeby śpiewać - musiałam zaistnieć w różnych kontaktach międzyludzkich, w rozmaitych środowiskach... Strwoniłam wiele czasu na bzdury i to dziś boli najbardziej.

- Zdarzenie, które utkwiło Pani w pamięci...

- Pamiętam takie wydarzenie ze średniej szkoły muzycznej, które - być może - zadecydowało o mojej karierze. Miedzy innymi uczył nas tam gry na puzonie wiekowy profesor. Ponieważ był biedny, instrument posiadał stary i wysłużony. Jego wielkim i - wydawać by się mogło - nieziszczalnym marzeniem było posiadanie wysokiej klasy puzonu "conna 48", którego cenę można było przyrównać do ceny samochodu. Stało się już tradycją, że nasz profesor mówił na zajęciach o swoim marzeniu, wzdychał, po czym wyciągał swój stary, zniszczony instrument... W tym czasie prosiłam go bardzo, by choć raz zabrał mnie do radia na przesłuchanie. Molestowałam go wielokrotnie i zawsze słyszałam: "Ty masz głos operowy i piosenkarką nie będziesz!" W końcu, po którejś z rzędu mojej prośbie, dał się ubłagać. Zgodził się na odczepnego, żebym przyszła wieczorem, kiedy już jego muzycy zbierali się do domów. Kiedy weszłam - biednie ubrana, z warkoczem, w bereciku, stremowana - orkiestra Klimczuka zaczęła się śmiać: "Oho, nowa gwiazda..." Zobaczyli prowincjuszkę i zaczęli chować instrumenty. Kiedy na rozgrzewkę zaśpiewałam "Cygańską miłość" - zapanowała cisza, wymowne milczenie. Sam Klimczuk usiadł przy klawiaturze i zbadał skalę mojego głosu. Orkiestra przestała się pakować... Mój profesor dumny, jak paw: "A nie mówiłem panom, że ona ma głos..." Tak rozpoczęła się moja kariera. Kiedy po sukcesie wracałam ze Stanów w glorii chwały - nie zapomniałam o profesorze, który tyle razy wypędzał mnie z radia... Wysiadłam z samolotu trzymając puzon "conna 48"... Wśród tłumów witających mnie na lotnisku był i mój profesor... Popłakaliśmy się oboje.

- Proszę o tak zwane pierwsze skojarzenia. Podaję hasła: Sens życia...
- ... to swoista mądrość, która przychodzi w ciszy, w samotności, w odosobnieniu, kiedy człowiek kontempluje i analizuje siebie.
- Szczęście...
- ... mieć czyste i dobre serce, czyste ręce i twarz; mieć czyste myśli.
- Wiara...
- ... jednie wiara w Boga - to jest cud prawdziwy, zwycięstwo, objawienie, prawdziwe szczęście.
- Nadzieja...
- ... wiara, szczęście, nadzieja - to się wszystko ze sobą wiąże, a nadzieja pochodzi właśnie od szczęścia i od wiary.
- Miłość...
- ... interesuje mnie wyłącznie miłość czysta - nie zbrudzona ziemskimi układami.
- Sukces...
- ... prawdziwy sukces musi chodzić w parze z pokorą.
- Szczerość...
- ... to otwartość serca.

- Funkcjonuje opinia, że jedynie powodzenie rozstrzyga o słuszności danej sprawy...
- Niektórzy opacznie rozumieją, że zwycięzców nikt nie sądzi. A przecież nie może być zwycięstwa, gdy postępuje się niegodnie, nikczemnie. Nie uważam, by cel uświęcał środki. Zawsze i wszędzie trzeba być człowiekiem i kierować się ludzkimi odruchami. Powodzenia, sukces, który nie zna ciosów twardej ręki, upokorzeń, łez, bólu, cierpienia, upadku, poobijanych kolan i nóg - jest marnym i wątpliwym osiągnięciem. Nie ma swojej wartości; jest bezbarwny i nieprawdziwy.

- Stało się już obyczajem, że każdy efektowny sukces przysparza wrogów. Trudno o dobre samopoczucie, gdy ślepi rozprawiają o kolorach, a głusi poprawiają nam akcent. Czy potwierdza Pani tezę, że niezgodność krytyków między sobą dowodzi zgodności artysty ze sobą?
- Zgadzam się z tym twierdzeniem. Trzeba być mocnym i nie zważając na nic iść swoją drogą. Jest takie przysłowie o karawanie i psach, które szczekają... Tak więc powtórzę raz jeszcze - trzeba mieć wielką odwagę, aby być sobą. Ale silny i przygotowany na przyjęcie ciosów może być tylko ten człowiek, ten artysta, którego duch jest czysty i podporządkowany tej jedynej idei talentu, na służbę którego się zaciągnął.

- Ktoś zauważył, że gazety starają się czasem nakłonić publiczność, by osądzała ona na przykład rzeźbiarza nie według jego rzeźb, lecz wedle tego, jak traktuje swoją żonę, malarza - według jego majątku, a poetę - według koloru jego krawata...
- ... pocieszam się, że obojętność jest zemstą świata wobec miernot. A skoro tak wiele mówią... Niech mówią!... Ludzie piszący o mnie przyczynili się do tworzenia wielu mitów, zmyśleń, nieporozumień, kłamliwych opinii wokół mojej osoby. trzeba umieć rozróżniać wartości, zadać sobie minimum trudu, by poznać drugiego człowieka zanim wyda się opinię na jego temat. Zauważyłam, że ludzie lubią produkować laurki bądź donosy na okoliczność "poznania" bliźniego. Bardzo doraźne, przykrojone na miarę i akuratne - zgodnie z wymogami chwili... Tyle bowiem czasu poświęcają sobie nawzajem. I tylko krzywdzą i ranią bezmyślnie. Dzisiaj wiem już, że te oceny, krytyki, bajeczki na mój temat biorą się stąd, że ci, którzy o mnie piszą, nie rozumieją mnie. Nie odczuwają, nie przeżywają tego co ja. Dusza ludzka ma wiele strun, które trzeba umieć poruszyć, by na nich zagrać. Jakże ktoś ubogi duchem - nawet jeśli mnie prześcignął w wykształceniu, skończył uniwersytet - może o mnie wydawać wyroki i sądy ostateczne. On nie pojmuje, nie ogarnia, nie przeczuwa nawet tego, co jest we mnie. Ja nadaję na innym zakresie fal, których on nie jest w stanie odebrać. Wtedy najlepiej zamilknąć i nie prowokować napaści, bezrozumnych ataków. Ten, co tak pisze - daje świadectwo własnej niedojrzałości. I nic więcej, nic więcej... czasem myślę, że posiadam najpiękniejszą tajemnicę: tylko ja wiem, jaka jestem naprawdę...

- Funkcjonuje opinia, że wielki artysta nie rozumie, że można pokazywać życie lub piękno w jakikolwiek inny sposób, niż on to robi...
- W swoim życiu poznałam wielu wielkich ludzi, artystów cenionych na całym świecie i muszę panu powiedzieć, że ci naprawdę wielcy byli skromni, pełni pokory, a nawet obaw. Mądrość zaś polega na tym, by nie tracić bezrozumnie sił na tym targowisku próżności, nie rozdrabniać swego talentu. Bywa, że ci wielcy nie przebijają się, wolą usunąć się w cień, ale przecież i tak są wygrani. Mają talent. W końcu zwyciężają...

- Czy uważa Pani, że talentom należy pomagać?
- Tak, pomagać, ale w miarę - rozsądnie, bez przesady. Zagłaskiwanie talentu może rozbudzić złe skłonności i wypaczyć osobowość. Takie postępowanie nigdy na dobre nie wyjdzie, "nie zaowocuje" jak należy, nie odwdzięczy się...

- Powiedziała Pani, że "mądrości nie znajduje się w tłumie", uzasadniając wybór samotności, ucieczki do natury, obcowania z samą sobą. Poświęciła się Pani rozmyślaniom nad sensem życia, przemijaniem, względnością pojęcia sukcesu i porażki. Ale przecież najlepszym lekarstwem na człowieka jest człowiek...

- Oczywiście, że człowiek ale n i e t y l k o człowiek. Ludzie inni - artyści - mają utrudnione życie. Za dużo na ich drogach znajduje się takich ludzi, co pragną wszystko uczynić, aby tylko przeszkodzić w dojściu do celu. Nie potrafią wspomóc, zrozumieć, kochać i wybaczać...

- Przecież kochała Pani...

- Tak. Kiedyś. Mężczyzn spod znaku Koziorożca. Są zaborczy, zazdrośni, dumni...
- ... ale lojalni, wierni, uczciwi, konsekwentni, nieustępliwi, cierpliwi...
- Skąd pan to wie?
- ... właśnie jestem spod tego znaku...
- Fatum jakieś, czy co?... Zaczynam się pana obawiać... Najlepiej będzie, jak skończymy tę rozmowę...

- A zatem uważa Pani, że ten dąży do celu najszybciej, kto idzie samotnie?

- Mówię z własnego doświadczenia. O sobie. Smutne to i gorzkie zarazem. Nie dopuszczano mnie tam, gdzie powinnam być, gdzie powinnam wyjeżdżać - reprezentować Polskę; tam, gdzie powinnam i miałam wszelkie predyspozycje ku temu, by błyszczeć - byłam bezwzględnie skreślana. Dlaczego? Dlaczego nie ma moich płyt?! Dlaczego nie mam nawet jednej złotej płyty?!... Gdy raz od święta radio wyemituje moją piosenkę - cała Polska wrze, dostaję setki listów i wiele dowodów uznania. A inna pani "chodzi" i piętnaście razy na dzień, także w TV - choć jej występ nie ma takiego oddźwięku... Dlaczego?! Gdy moi wielbiciele głośno domagają się płyty - owszem, wytłoczą 150 tysięcy, żeby nazywało się, "że płyta wyszła" - i na tym koniec! po pół godzinie płyty nie ma. Dlaczego?! i utrzymuje pan, że najlepszym lekarstwem na człowieka jest człowiek...

- Nie bez przyczyny pytam o rolę miłości w Pani życiu, skoro właśnie miłość potrafi nadać mu sens, działa motywacyjnie, kształtuje inne uczucia. To "coś nieokreślonego", ta drobnostka niepodobna do ujęcia w słowa porusza całą ziemią, królami, wojskami, całym światem...
- Tej czystej, bezinteresownej, wzniosłej miłości prawie nie ma, wyszła z mody, została skażona, zbrudzona, spodlona. Wszystko to teraz stało się takie wulgarne, przyziemne, niskie. Gdybym spotkała takiego mężczyznę, którego mądrość mieszka wysoko, uczucia są czyste i szlachetne serce - to nie powiedziałabym nie... Ale dzisiaj ludzie wstydzą się serca, prawdy, szczerości; wstydzą się i obawiają okazywać uczucia! Wszystko to, co wartościowe, okrzyknięto zacofanym, niemodnym, głupim, prymitywnym, infantylnym. Dlaczego?! Przecież bez serca upadają przyjaźnie, małżeństwa, nawet całe narody. Wszystko potrzebuje miłości! Tam, gdzie nie ma serca, ziemia staje się jałowa, króluje wyrachowanie, cynizm, podłość i szyderstwo. W sercu jest cała tajemnica zawarta - to jest wielka tajemnica i odpowiedź zarazem. Ludzie zaś bezrozumnie degradują serce, poniżają, ośmieszają... Ale nie wszyscy dają się oszukać. Dlatego dobrzy ludzie mnie rozumieją i bardzo lubią, źle - nienawidzą. Ja śpiewam sercem, które umie najpiękniej przemawiać do ludzi.

- Czy zgodzi się Pani, żeby przesłaniem naszej rozmowy była myśl Czechowa: "Gdzie sztuka, gdzie talent, tam nie ma starości, ani samotności, ani chorób, a nawet sama śmierć nie taka straszna"?
- Do tych pięknych, mądrych słów dodałabym tylko... serce. Bo i cóż z talentu, gdzie nie ma serca, które mądrze tłumaczy, umie doradzić, poprowadzić. Artysta bez serca buduje świątynię bez Boga... Właśnie w sercu mieszkają słowa proste, ciepłe, zwyczajne, nieskomplikowane. Dlatego kocham prosty, zwyczajny język, bo to co proste, jest takie piękne, takie bliskie i zrozumiałe dla wszystkich ludzi, którzy na nowo muszą nauczyć się porozumiewać między sobą. Porozumiewać i nawzajem się rozumieć...


Wróć do „Muzyka polska”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość