Mimo kilku gorących dyskusji z autorem posta, nie mam z nim spiny i odpowiem widząc, że nie ma wielu chętnych do podzielenia się swoją historią. Może nie będą to wielkie przemyślenia o muzyce, bo o tym można by napisać książkę, ale raczej krótki przegląd artystów i momentów, które przewinęły się przez moje życie i zostały ze mną na dłużej. Może ktoś pociągnie temat
Ponieważ mam już 4 z haczykiem na początku, lata 80 właściwie mnie ominęły. Starałem się je trochę nadrabiać później, ale moją dekadą zdecydowanie były lata 90. To właśnie wtedy muzyka z zachodu stała się u nas powszechnie dostępna i miałem wrażenie, że co chwilę pojawia się ktoś nowy.
Początek lat 90. to oczywiście Michael Jackson. Do tego Modern Talking, C.C. Catch(!), Ace of Base, NKOTB. Generalnie szeroko pojęty pop, czyli dokładnie to, czym żyło radio w tamtych latach. Tych wykonawców było tak wielu, że trudno wszystkich wymienić. Co ciekawe, w przeciwieństwie do wielu kolegów nigdy specjalnie nie trafiły do mnie Depeche Mode czy Metallica. Z Madonną było różnie, bardziej doceniłem ją po latach. Za to Italo Disco kupowane na bazarach jak najbardziej trafiało
Jako że to forum Edyty, nie mogę o tym nie wspomnieć. Rok 1994 i Eurowizja był ważny, ale jeszcze większe wrażenie zrobił na mnie późniejszy występ w Sopocie. Kiedy wyszła w tej czerwonej sukience, glanach, ściętych włosach i zaśpiewała m.in. Too Much Love Will Kill You, to był moment, który kompletnie zmienił mój świat muzyczny.
Po latach zastanawiałem się nawet (z kumplem psychologiem, przy piwie), dlaczego po ponad 30 latach nadal tak mocno działa na mnie jej muzyka. Doszliśmy do wniosku, że pojawiła się w moim życiu w czasie, kiedy emocje były jeszcze bardzo surowe i nieoswojone. Nie próbowała ich tłumaczyć ani poprawiać. Raczej mówiła: tak, możesz tak czuć i to jest w porządku. Dla młodego człowieka to było coś więcej niż tylko kolejne piosenki. Dlatego to się chyba nie zużywa z czasem
Druga połowa lat 90, oprócz Edyty, to przede wszystkim Celine Dion, Mariah Carey, Whitney Houston, Alizee i oczywiście Britney.
W latach 2000 i później kobiety nadal rządziły moimi playlistami. Pojawiła się Katie Melua, która śpiewała zupełnie inaczej niż większość gwiazd popu, ale miała w sobie coś, co sprawia, że wracam do niej do dziś. Później Rihanna, Lady Gaga, Adele, Ariana Grande, J. Lo, Dua Lipa, Loren Allred (genialne Never Enough). A z polskich artystek? Hmmm, obok Edyty, która niezmiennie pozostaje moim numerem jeden to obecnie przede wszystkim Sylwia Grzeszczak. Niektóre kawałki Dody też lubię, np. Pamiętnik bardzo mi się podobał....tak, wiem, wiem.
Tak naprawdę przez całe życie około 80% muzyki, której słucham, to kobiece głosy. Pozostałe 20% to właśnie tacy wykonawcy jak Elton John, George Michael, Backstreet Boys, Take That i kilku innych, obecnych artystów, których mniej lub bardziej lubię, ale którzy nigdy nie stanowili fundamentu moich muzycznych wyborów.
Jeśli miałbym wskazać najciekawszą dekadę, bez wahania wybrałbym lata 90. Nie tylko ze względu na muzykę, ale też dlatego, że wtedy najwięcej odkrywałem. A pierwsze muzyczne fascynacje zostają chyba z nami najdłużej.
Czy się wstydzę tego, czego słuchałem? Raczej nie. Może poza chwilowym rumieńcem przy Backstreet Boys i Take That (których nawet dzisiaj lubię, szczególnie jak śpiewają we trzech)
Teraz możecie się śmiać
