Playboy

Opublikowano 1 lutego 2006

0

Playboy (02/2006)

Playboy (2/2006)

Numer ukazał się z dwiema okładkami.

W pięknym ciele piękny głos

Edyta oczami kobiety. Edyta oczami mężczyzny.

Nie ma wątpliwości. Edyta Górniak jest jedną z najważniejszych postaci na polskiej scenie muzycznej. Wokalistka ma na koncie pięć doskonałych albumów, które wylansowały wiele przebojów (najnowszy singiel Sexuality właśnie debiutuje), ale my od zawsze chcieliśmy obejrzeć ją z zupełnie innej perspektywy. Przed wami Edyta Górniak. Tym razem bardziej intymnie niż w świetle scenicznych reflektorów.

Kiedyś śpiewała pani lirycznie, potem zmieniła styl na bardziej dynamiczny. Teraz czeka nas premiera następnej płyty. Jaka będzie, może klubowa?

Moje płyty zawsze będą się zmieniać tak, jak zmienia się i rozwija moja osobowość. Od roku mam komfort pracy we własnej wytwórni, dlatego nie muszę już śpiewać na czas, by zmieścić się w czyichś planach strategicznych. Niezapomniany Czesław Niemen odpowiadał zawsze, że muzyka będzie gotowa – jak będzie gotowa. Tak też jest z moją płytą. Jestem w tzw. procesie twórczym, ale póki co ruszamy właśnie z karnawałowym Sexuality.

Czy muzyka może poprawić obyczaje? A może powinna wręcz zmieniać świat?

Muzyka powinna łagodzić obyczaje, ale powoli niestety przestaje. Nastraja ludzi do życia w atmosferze i tempie gry komputerowej w myśl zasady: jeśli nie wygrasz – zginiesz. Amatorzy psują gusta odbiorców, w radiach najczęściej słychać śmietnik muzyczny i jeden wielki huk, a amerykańscy artyści rozpoczęli epokę wideoklipów wulgarnych i bardzo erotycznych, które oglądają małe dzieci. Muzyka ma ogromny wpływ na rozwijanie w młodych ludziach wrażliwości na świat i kształtowanie ich osobowości. Wszyscy zdają się o tym zapominać.

W takim razie jaki jest muzyczny cel tej zupełnie nowej Edyty Górniak?

Zwyczajny. Chciałbym, żeby ludzie przy mojej muzyce odpoczywali, żeby mogli na chwilę się zatrzymać i spojrzeć na siebie i innych z bliska.

Skąd czerpie pani inspirację i świeże pomysły?

Jestem dobrym obserwatorem i zapraszam do współpracy twórczych ludzi. Źródłem inspiracji zawsze są doświadczenia i przemyślenia. Śpiewam przecież umysłem, nie tylko ciałem.

Od wielu lat zapraszaliśmy panią do udziału w naszej sesji, ale za każdym razem spotykalismy się z odmową. Czy to oznacz, że trafiliśmy w odpowiedni czas? A może po prostu mieliśmy szczęście?

Miałam dobry humor (śmiech). Myślę, że na takie fotografie mogłam się zgodzić tylko jak mężatka. Poza tym wybraliście być może najlepszych negocjatorów (śmiech). W moim przekonaniu PLAYBOY zawsze miał swoją markę. Niezmiennie traktuje kobiety z szacunkiem i z zamiłowaniem do ich piękna. To chyba jedyny magazyn, który może pochwalić się dobrym gustem i klasą.

Muzyk otwiera duszę na scenie, ale nie jest aktorem i nie zmienia skóry na zawołanie. Nasze sesje mają w sobie coś z teatru, planu filmowego. Czy trudno się do tego przyzwyczaić? Jak się pani czuła przed obiektywem?

Hmm… rzeczywiście czułam się trochę jak na planie filmowym, tyle że mogłam wyrazić swoją kobiecość jedynie gestem i spojrzeniem. W milczeniu. Na scenie jestem ubrana w dźwięki, przed waszym obiektywem byłam jedynie kobietą, nie wokalistką. Przekonałam się, że wbrew pozorom wyjście na scenę i odsłona emocjonalna poprzez muzykę są dla mnie dużo bardziej krępujące niż obcowanie ze swoją kobiecością.

Zdjęcia Marlena Bielińska i Tomek Drzewiński



Komentarze




Dodaj komentarz

W górę ↑